Dlaczego zimą koń żywi się inaczej niż latem
Termoregulacja i dodatkowy wydatek energetyczny
Koń jest przystosowany do chłodu lepiej niż człowiek, ale utrzymanie stałej temperatury ciała kosztuje go konkretną ilość energii. Zimą organizm musi „dopłacić” do rachunku za ogrzewanie: część energii z paszy jest spalana nie na pracę mięśniową, lecz na produkcję ciepła. Im zimniej, tym większa część dawki pokarmowej idzie na samo przetrwanie.
Gruba zimowa sierść, podszerstek i naturalne odkładanie tkanki tłuszczowej jesienią pomagają, ale nie są bez dna. Jeśli koń nie dostanie dodatkowej energii w dawce, zacznie sięgać po zapasy własnego ciała. Najpierw chudnie „na żebrach” i szyi, później spada masa mięśniowa i koń traci kondycję. U chudych osobników widać to już po kilku tygodniach mrozów.
Na wydatek energetyczny wpływa nie tylko sama temperatura, ale przede wszystkim temperatura odczuwalna. Wiatr, deszcz, marznący deszcz i wilgoć potrafią „zrobić” z lekkiego mrozu warunki dużo bardziej wychładzające niż suchy, trzaskający mróz. Mokra sierść traci właściwości izolacyjne, dlatego koń stojący długo w deszczu przy +2°C może potrzebować więcej energii niż ten sam koń przy -10°C w suchy dzień.
Przyjmuje się, że koń dobrze przystosowany do zimy, nieogolony, bez derki, utrzymywany na zewnątrz, zaczyna potrzebować dodatkowej energii, gdy temperatura spada poniżej ok. -5°C do -10°C (w zależności od wiatru i wilgotności). U konia ogolonego lub stale derkowanego granica ta przesuwa się wyżej: już przy kilku stopniach powyżej zera organizm może wymagać wsparcia, gdy derkowanie jest nieadekwatne.
Różnice między koniem na pastwisku a w boksie
Latem koń spędza wiele godzin na pastwisku, zjadając świeżą trawę bogatą w wodę, witaminy i łatwo dostępną energię. Zimą trawa praktycznie znika – albo jest przemarznięta i mało wartościowa, albo koń w ogóle nie wychodzi na zielone. Zostaje siano jako podstawa żywienia.
Koń trzymany na wolnowybiegu lub dużym padoku zimą więcej się przemieszcza, ma lepsze krążenie i naturalnie się dogrzewa. Potrzebuje więc więcej paszy objętościowej, ale nierzadko mniej paszy treściwej niż koń zamykany większość dnia w boksie, bo jego ruch to także wydatek energetyczny. Z kolei koń stajenny, który większość czasu stoi, ma mniejszy koszt energetyczny ruchu, ale często dostaje mniej siana niż faktycznie potrzebuje, co pogarsza termikę i kondycję.
Pastwisko zimowe/stelarne, nawet jeśli jest ubogie w zielonkę, daje koniowi coś jeszcze: możliwość ciągłego pobierania choćby resztek roślin, grzebania w śniegu, szukania źdźbeł. To naturalnie wydłuża czas żucia, poprawia pracę jelit i psychicznie uspokaja. W boksie koń jest całkowicie zdany na to, co mu się wsypie do żłobu i siatki – dlatego każdy błąd w dawce uderza w niego mocniej.
Koń w derce a koń nie derkowany – różne zapotrzebowanie na energię
Porównując dwa konie tej samej rasy i w podobnej pracy, ale utrzymywane inaczej: jeden ogolony, w kilku derkach, drugi z naturalną, gęstą sierścią i bez derki – zapotrzebowanie na energię zimą może się istotnie różnić.
- Koń ogolony, derkowany, sportowy – ma mniejsze możliwości samodzielnej termoregulacji, bo pozbawiono go naturalnej izolacji. Dobrze dobrane derki przejmują część funkcji „sierści”, więc koń zużywa mniej energii na ogrzewanie. Z drugiej strony, często intensywnie pracuje, więc dawka musi pokrywać przede wszystkim wysiłek, a nie tyle mróz. Kluczowe jest dobranie grubości derek do realnej temperatury – przegrzewanie też kosztuje organizm energię (odprowadzanie ciepła, potliwość).
- Koń nie derkowany, kudłaty, na dworze – sam tworzy izolację z sierści i podskórnej tkanki tłuszczowej, ale robi to „z materiału”, który mu dostarczysz w paszy. Gdy jest stale na wietrze i mrozie, organizm musi regularnie spalać sporo energii do ogrzania ciała. U takich koni zwiększenie ilości siana bywa ważniejsze niż podbijanie dawki treściwej.
Paradoksalnie więc koń sportowy, choć wygląda „delikatniej”, przy dobrze utrzymanym systemie derek może zimą nie wymagać aż tak dużego wzrostu energii z paszy w porównaniu do lata. Natomiast koń „twardy”, cały dzień na dworze bez derki, w kiepsko osłoniętym terenie, przy długotrwałych mrozach potrzebuje wyraźnie więcej paszy objętościowej.
Brak zielonki, mniej wody i witamin – konsekwencje dla jelit
Świeża trawa dostarcza nie tylko energii, ale także wodę i naturalne witaminy (A, E, z grupy B). Zimą koń przechodzi na żywienie głównie suchą paszą: sianem, sieczkami, ewentualnie sianokiszonką. To zmniejsza podaż wody z paszy i obciąża układ pokarmowy, który musi radzić sobie z bardziej suchą zawartością jelit.
Połączenie suchego siana z ograniczonym piciem zimnej wody to klasyczny przepis na kolki zimowe. Treść pokarmowa staje się zbyt sucha, przesuwa się wolniej, powstają zatory. Przy dawkach siana zbyt niskich względem potrzeb dochodzi jeszcze stres, przyspieszone jedzenie, zapychanie się słomą, gryzienie drewna – wszystko to sprzyja problemom trawiennym i behawioralnym.
Brak świeżej zielonki oznacza także mniejszą podaż naturalnych antyoksydantów (np. witaminy E), co jest ważne szczególnie u koni pracujących i starszych. Samo „dosypanie” paszy treściwej nie rozwiązuje tego problemu – potrzebne jest dobre siano plus ewentualne wsparcie dodatkami i zwiększenie dostępności paszy objętościowej.
Żywienie koni w pensjonacie a w stajni przydomowej
System utrzymania ma ogromny wpływ na realne możliwości dopasowania dawki zimowej.
W pensjonacie grafik karmienia jest zwykle sztywny: 2–3 karmienia treściwą dziennie, wywożenie siana o określonych godzinach, limitowane porcje na padokach. Zaletą jest regularność, minusem – ograniczona elastyczność. Jeśli koń chudnie lub tyje, trzeba dogadywać się z właścicielem stajni, czy można zmienić porcje, dowieźć własne siano, dodać sieczki czy wysłodki. Zaniedbania częściej wynikają z systemowych ograniczeń niż ze złej woli.
W stajni przydomowej jest odwrotnie: pełna elastyczność, ale i ryzyko chaosu. Łatwo raz podać więcej, raz mniej, sypać „na oko” zamiast ważyć, a korektę dawki robić dopiero wtedy, gdy koń już wyraźnie schudł lub „wybucha” energią. Plusem jest możliwość stałego dostępu do siana, indywidualnego doboru paszy treściwej i szybkiego reagowania na zmiany pogody.
W obu systemach kluczowa jest obserwacja kondycji konia i proste zasady liczbowe. Zimą trudno polegać wyłącznie na „wydaje mi się, że ma dość siana”. Szybko zmieniające się warunki atmosferyczne potrafią w ciągu jednego tygodnia zrobić różnicę w stanie konia, jeśli dawka jest zbyt sztywna lub zbyt chaotyczna.
Podstawy fizjologii trawienia konia zimą – z czego koń robi ciepło
Rola siana i włókna jako „piec na wolnym ogniu”
Układ pokarmowy konia jest przystosowany do stałego pobierania niewielkich ilości paszy bogatej w włókno. Główna „magia” dzieje się w jelicie ślepym i grubym, gdzie mikroflora rozkłada włókno z siana i traw w procesie fermentacji. Produktem ubocznym tego procesu jest ciepło, które ogrzewa organizm od środka.
Siano działa jak piec na wolnym ogniu: energia z włókna uwalnia się powoli, równomiernie, przez wiele godzin po posiłku. Im więcej dobrej jakości włókna, tym stabilniejsza produkcja ciepła i lepsza ochrona przed wychłodzeniem. Dlatego w mroźne dni podniesienie dawki siana ma bezpośrednie przełożenie na komfort cieplny konia.
Dodatkowo pobieranie siana wymaga długiego żucia, co stymuluje wydzielanie śliny i sprzyja prawidłowemu pH w żołądku. To ważne u koni stajennych, pracujących i nerwowych, które są narażone na owrzodzenia. Zimą, gdy koń mniej się rusza, to właśnie objętość włókna pomaga utrzymać odpowiednią motorykę jelit, zmniejszając ryzyko kolek.
Pasza treściwa jako paliwo „szybkie”
Pasze treściwe – zboża (owies, jęczmień, kukurydza), gotowe musli, granulaty – są skoncentrowanym źródłem energii i często białka. Większość ich składników trawiona jest w jelicie cienkim, a produkty trawienia wchłaniane szybko, co daje stosunkowo krótki, intensywny zastrzyk energii. To paliwo dobre do pokrycia zwiększonego zapotrzebowania związanego z wysiłkiem fizycznym, ale gorsze do długotrwałego „grzania” organizmu.
W zimowym żywieniu koni pasza treściwa ma więc inne zadanie niż siano:
- uzupełnia energię u koni pracujących, chudnących lub o wyższym metabolizmie,
- dostarcza składników, których może brakować w sianie (np. białko lepszej jakości, aminokwasy, część witamin i mikroelementów),
- pozwala „dołożyć kalorie” bez drastycznego zwiększania objętości dawki, co bywa potrzebne u koni z małym żołądkiem, starszych lub słabo wykorzystujących siano.
Zbyt duży nacisk na paszę treściwą przy zbyt małej ilości siana jest jednak prostą drogą do problemów: rozchwiania glikemii, nadpobudliwości, wrzodów, kolek spastycznych, a u koni predysponowanych – ochwatu. Zimą, gdy część koni ma mniej ruchu, nadmiar szybko uwalnianej energii w stosunku do aktywności kończy się często frustracją i „rozsadzeniem” pod jeźdźcem.
Energia z włókna vs ze skrobi – jak wpływa na konia
Porównując dwa główne źródła energii w żywieniu koni zimą:
- włókno (siano, lucerna, trawy granulowane, wysłodki) – energia uwalniana wolno, stabilizacja glukozy we krwi, minimalne ryzyko nadpobudliwości; sprzyja zdrowiu jelita ślepego i grubego, produkuje ciepło przy fermentacji,
- skrobia (zboża, część gotowych pasz treściwych) – energia szybko dostępna, dobry „dopaliacz” do pracy, ale przy nadmiarze i małej ilości ruchu przeciąża układ pokarmowy i wątrobę, może zaburzać mikroflorę jelitową, prowadzić do zakwaszenia jelita ślepego i biegunek.
Zimowa dawka pokarmowa dla konia powinna bazować na energii z włókna, a pasza treściwa pełnić funkcję dodatku, a nie fundamentu. U większości koni rekreacyjnych i lekkopracujących więcej korzyści da podniesienie ilości i jakości siana niż zwiększenie owsa czy musli.
Wyjątkiem są konie:
- w ciężkiej pracy (sport, intensywny trening),
- bardzo szczupłe, „trudno przybierające”, z wysokim metabolizmem,
- starsze z gorszym uzębieniem, które fizycznie nie są w stanie zjeść wystarczającej ilości siana.
W takich przypadkach rola paszy treściwej i pasz wysokokalorycznych rośnie, ale nadal nie zwalnia to z konieczności zapewnienia minimalnej ilości włókna w dawce.
Mniej ruchu, wolniej pracujące jelita
Zimą wiele koni ma wyraźnie mniej spontanicznego ruchu: krótsze wybiegi, śliskość na placu, częstsze stój w boksie. To odbija się na motoryce jelit. Ruch sprzyja przesuwaniu treści pokarmowej, ogranicza zastoje i gromadzenie się gazów. Brak ruchu w połączeniu z suchą paszą to prosta droga do kolek.
Dlatego przy ograniczonym ruchu tym bardziej nie należy zmniejszać ilości siana. Gdy konie stoją dłużej, potrzebują:
- stałego dostępu do paszy objętościowej,
- odpowiedniej ilości wody (najlepiej nie lodowatej),
- rozsądnego zarządzania paszą treściwą – mniejsze porcje, częściej, aby nie przeciążać jelita cienkiego.
W praktyce lepiej jest nieco zwiększyć dawkę siana i zredukować nieco skrobię, niż odwrotnie – zwłaszcza u koni, które spędzają wiele godzin w boksie. Koń, który spokojnie przeżuwa siano, ma bardziej „zajęte” jelita i głowę, co przekłada się też na mniejszy poziom stresu.
Wpływ objętości włókna na psychikę konia
Objętość paszy a poczucie sytości i zachowanie
Koń potrzebuje nie tylko kalorii, ale też objętości w przewodzie pokarmowym. Ta „fizyczna pełność” wpływa na poziom hormonów głodu i sytości oraz na zachowanie. Dwie dawki o tej samej wartości energetycznej, ale różnej objętości, działają na konia zupełnie inaczej:
- duża ilość włókna (siano, sieczki) – długie żucie, niższy poziom frustracji, mniejsze ryzyko stereotypii i agresji przy karmieniu,
- mała objętość, dużo energii (wysokokaloryczne musli, zboża) – szybkie zjedzenie, pozostaje „uczucie pustki” w żołądku i jelitach, wzrost napięcia, szukanie dodatkowego zajęcia (gryzienie drewna, kradzenie paszy sąsiadowi).
Zimą, gdy koń więcej godzin spędza w boksie lub na ograniczonym wybiegu, ta różnica się potęguje. Zwierzę, które ma siano na kilka godzin, a resztę dnia stoi z pustym żłobem, częściej prezentuje:
- łapczywe rzucanie się na każdy posiłek,
- nasilenie narowów (łykanie, tkanie),
- „wybuchy” energii pod siodłem mimo pozornej „głodówki”.
Z kolei koń, który ma nieco mniej paszy treściwej, ale prawie ciągły dostęp do siana, jest zwykle spokojniejszy psychicznie i stabilniejszy pod siodłem. Dla wielu koni rekreacyjnych taka zamiana (mniej owsa, więcej włókna) przynosi większą różnicę w zachowaniu niż wymiana ogłowia czy sprzętu treningowego.
„Jedzenie z nudów” kontra realny głód
Zimą właściciel często widzi konia, który „ciągle coś je”, i ma wrażenie, że zwierzę „obżera się z nudów”. Najczęściej to po prostu próba zaspokojenia naturalnej potrzeby wielogodzinnego żucia i pobierania paszy. W praktyce można odróżnić dwie sytuacje:
- koń spokojnie skubiący siano – je powoli, robi przerwy, przeżuwa dokładnie; to normalny, zdrowy wzorzec,
- koń nerwowo wyszukujący resztki – przewraca paśnik, zjada ściółkę, szarpie siatkę; zwykle ma zbyt długie przerwy między posiłkami lub porcje są zbyt małe.
Przy długich przerwach w dostępie do włókna koń czuje nie tylko głód kaloryczny, ale też „pustkę” w żołądku, co nasila dyskomfort i sprzyja wrzodom. Zwiększenie objętości siana lub zastosowanie siatek o mniejszych oczkach bywa skuteczniejsze niż dokładanie kolejnej miarki owsa.
Ile siana zimą? Obliczenia, przeliczniki i różne scenariusze
Podstawowy przelicznik: procent masy ciała
Punktem wyjścia do ustalenia dawki siana są proste proporcje. U zdrowego dorosłego konia przyjmuje się:
- absolutne minimum to ok. 1,5% masy ciała na dobę w suchej masie paszy objętościowej (głównie siano),
- zalecany poziom zimą to zwykle 2–2,5% masy ciała, a u części koni nawet więcej.
Przykład: koń ważący ok. 500 kg:
- 1,5% masy ciała – ok. 7,5 kg siana/dzień (to poziom zbyt niski zimą dla większości koni),
- 2% – ok. 10 kg siana/dzień,
- 2,5% – ok. 12,5 kg siana/dzień.
To liczby orientacyjne. W praktyce wiele koni zimą, szczególnie na dworze lub słabo okrytych, potrzebuje 2,5–3% masy ciała w sianie, zwłaszcza jeśli nie dostaje istotnych ilości innych pasz objętościowych (sianokiszonka, wysłodki, lucerna).
Korekta dawki przy mrozach i niepogodzie
Zapewnienie „jednego, stałego” poziomu siana na całą zimę rzadko się sprawdza. Organizm inaczej reaguje przy -10°C, a inaczej przy +5°C i deszczu. Można przyjąć prostą zasadę:
- przy temperaturach w okolicy lekkiego plusa i lekkiego mrozu (0 do -5°C) – dawka wyjściowa (np. 2% masy ciała),
- przy dłuższych, silnych mrozach – zwiększenie siana o 10–20% (np. z 10 do 11–12 kg dla 500 kg konia),
- przy wilgotnym, przenikliwym chłodzie, wietrze i braku derki – również podniesienie dawki, często nawet bardziej niż przy suchym mrozie.
Dwa scenariusze wyglądające podobnie na termometrze potrafią inaczej działać na konia:
- suchy mróz, bezwietrznie – konie z grubą, nieogoloną sierścią często radzą sobie dobrze przy standardowej dawce + niewielkim dodatku,
- wiatr, deszcz ze śniegiem, błoto – organizm traci ciepło szybciej, więc dawka siana powinna rosnąć, zwłaszcza u koni bez derek i stojących długo na wietrze.
Jak przeliczać objętość na kilogramy w praktyce
Najczęstszy błąd to szacowanie ilości siana „na oko” – w ramionach, w „kostkach” czy „plastrach” z balota, bez ich zważenia. Dwie tak samo wyglądające kostki mogą różnić się wagą nawet o kilka kilogramów. Prosty schemat postępowania wygląda następująco:
- zważyć kilka typowych kostek lub odcięte „plasterki” z balota,
- uśrednić wynik (np. przeciętna kostka waży 12 kg, plaster 4 kg),
- policzyć, ile takich jednostek koń dostaje na dobę i przeliczyć to na kg.
Przykład: koń dostaje zimą:
- rano – pół kostki,
- w południe na padoku – pół kostki,
- wieczorem – jedną kostkę.
Jeśli przeciętna kostka waży 10 kg, koń dostaje łącznie 20 kg siana dziennie. Dla 500 kg konia to 4% masy ciała – sporo, ale może to być uzasadnione przy koniu na dworze, nieokrytym, który dobrze ten poziom „spala” i nie tyje.
Stały dostęp do siana vs porcjowane karmienie
Dwa podstawowe podejścia do siana zimą to:
- ad libitum (prawie bez limitu) – siano dostępne praktycznie cały czas: z siatek, paśników, balotów,
- ściśle porcjowane – określona liczba pasz dziennie, zjada na raz, potem przerwa.
Stały dostęp sprzyja zdrowiu jelit i psychice, ale w grupach mieszanych (konie o różnym metabolizmie) prowadzi czasem do otyłości części stada. Porcjowanie pozwala lepiej kontrolować ilość, natomiast zwiększa ryzyko długich przerw w żuciu. Średnio najlepiej sprawdza się model pośredni:
- siano dostępne bez większych przerw (np. 3–4 porcje rozłożone tak, aby przerwy między nimi były jak najkrótsze),
- w stadach – paśniki i siatki tak rozmieszczone, żeby słabsze konie też miały szansę spokojnie jeść.
U koni ze skłonnością do tycia można łączyć prawie stały dostęp z ograniczeniem tempa pobierania, korzystając z siatek o drobnych oczkach i rozdzielając siano na kilka mniejszych punktów zadawania, co wymusza przemieszczanie się.
Różne typy koni, różne potrzeby – przykładowe sytuacje
Ustalenie jednej „idealnej” dawki siana dla wszystkich jest nierealne. Trzy częste zimowe scenariusze różnią się znacząco:
- koń łatwo tyjący („tłusty kuc”) – potrzebuje zwykle 1,5–2% masy ciała w sianie, ale podanym w sposób spowalniający jedzenie; przy mrozach dawka może iść bliżej 2%, lecz połączona z ruchem i być może sianem o nieco niższej wartości energetycznej,
- koń „trudno przybierający” – często wymaga 2,5–3% masy ciała w sianie plus dodatki (wysłodki, oleje, lucerna); przy mrozach brak zwiększenia dawki szybko odbija się na kondycji,
- koń starszy lub z problemami z zębami – fizycznie nie jest w stanie przerobić dużej ilości długiego siana, więc część dawki musi być zamieniona na łatwiej przeżuwalne formy (granulowane trawy, namoczone sieczki, wysłodki).
Dwa konie stojące obok w tej samej stajni mogą więc dostawać zupełnie inne ilości siana i oba będą karmione prawidłowo – jeśli ich kondycja i samopoczucie są stabilne.
Kontrola kondycji zamiast patrzenia tylko na miarkę
Przeliczniki procentowe to punkt startu, ale dawka siana zimą powinna być korygowana na podstawie realnej kondycji zwierzęcia. Praktycznie oznacza to:
- regularne ocenianie BCS (Body Condition Score) ręką, nie tylko okiem – czy wyczuwa się żebra, jak wygląda linia grzbietu, szyja, nasada ogona,
- porównywanie kondycji co kilka tygodni – zdjęcia, krótka notatka z opisu,
- reakcję na zmiany – jeśli koń wyraźnie chudnie, podnosimy siano, a nie od razu zwiększamy owies; jeśli tyje, próbujemy najpierw ograniczyć kaloryczność treściwej, spowolnić jedzenie i poprawić ruch.
Dwutygodniowa fala mrozów potrafi „zabrać” koniowi kilka kilogramów, zanim zdążymy się zorientować po samym „wzroku”. Kontrola ręką przez derkę lub pod derką bywa dużo bardziej miarodajna niż codzienne widzenie konia wyłącznie w zimowym odzieniu.

Jakość siana zimą – nie każde „więcej” znaczy „lepiej”
Energia i białko w sianie – „chude” vs „tłuste” partie
Dwa siano o tej samej wadze i objętości mogą mieć zupełnie inną wartość pokarmową. Na kaloryczność i zawartość białka wpływa przede wszystkim:
- gatunek roślin (trawy, mieszanki z motylkowymi, lucerna),
- faza zbioru (młoda, soczysta trawa vs przerośnięta, zdrewniała),
- warunki suszenia i przechowywania.
Siano z przewagą młodych traw, koszone we wczesnej fazie, jest bogatsze w energię i białko, ale też często „mocniejsze” dla jelit i układu metabolicznego. Z kolei siano z późnego pokosu, z dużą ilością łodyg, bywa „chudsze” – ma niższą wartość energetyczną, ale więcej włókna strukturalnego i jest przydatne u koni łatwo tyjących.
Dlatego sama informacja, że koń zjada „12 kg siana dziennie”, niewiele mówi, jeśli nie wiemy, jakiego to siana. Ten sam koń może na jednym sianie chudnąć, a na innym tyć przy identycznej ilości wagowej.
Wygląd i zapach siana – podstawowe kryteria zimą
Zimą, gdy koń zjada więcej siana niż latem, jakość mikrobiologiczna nabiera szczególnego znaczenia. Większy wolumen paszy niskiej jakości oznacza większe narażenie na:
- pyły i kurz,
- pleśnie i grzyby,
- resztki ziemi, chwastów, trujących roślin.
Przy ocenie siana zwraca się uwagę na kilka prostych rzeczy:
- zapach – świeży, trawiasty, bez stęchlizny, „piwnicy”, octu czy słodkawej woni fermentacji,
- barwę – od zielonkawej do żółtawej; szaro-zielony „dymek” przy potrząsaniu i wyraźny kurz to zły znak,
- strukturę – zróżnicowane źdźbła traw, bez przewagi plew czy twardych łodyg chwastów.
Koń, który zimą jest zmuszony zjadać duże ilości nadmiernie zapylonego siana, ma znacznie większe ryzyko problemów oddechowych (RAO, kaszel), niż gdy dostaje tę samą partię „oszczędniej” latem, wspieraną pastwiskiem.
„Zbyt dobre” siano – kiedy wysoka jakość też szkodzi
Paradoksalnie, bardzo wysokiej jakości, „mocne” siano nie jest korzystne dla każdego konia. U zwierząt z predyspozycją do tycia, ochwatu czy insulinooporności, siano:
- o wysokiej zawartości cukrów i skrobi,
- z przewagą młodych, szybko rosnących traw,
- koszone bardzo wcześnie
może być bardziej problematyczne niż nieco „uboższe” siano z późniejszego pokosu. W takiej sytuacji więcej nie znaczy lepiej – przy bardzo kalorycznym sianie konie łatwo tyjące potrafią utrzymywać lub zwiększać masę ciała, mimo że porcje są już mocno ograniczane.
Rozsądnym rozwiązaniem bywa:
Jak „odchudzić” siano dla koni z nadwagą
Przy koniach łatwo tyjących kluczowe jest połączenie dwóch rzeczy: odpowiedniej objętości siana (dla żołądka i jelit) z niższą podażą energii i cukrów. Zamiast jedynie ciąć kilogramy, co szybko kończy się sfrustrowanym, głodnym koniem, można manipulować samą jakością włókna. W praktyce stosuje się kilka rozwiązań.
- Namaczanie siana – moczenie w zimnej wodzie przez kilkadziesiąt minut obniża poziom cukrów prostych. Sprawdza się u koni z EMS, IR, po ochwacie. Minusy: utrata części minerałów, większa pracochłonność, ryzyko psucia się siana w ciepłej stajni, jeśli nie jest podane od razu.
- Mieszanie „chudego” i „bogatego” siana – jeśli są dostępne dwie partie o różnej wartości, da się zbudować dawkę z przewagą uboższego siana i małym dodatkiem lepszego. Dobre rozwiązanie w pensjonatach, gdzie trudno całkowicie „odciąć” konia od konkretnej beli.
- Więcej struktury, mniej „smakołykowości” – partie z większą ilością delikatnych liści i drobnych źdźbeł zwykle są bardziej kaloryczne niż te z przewagą dłuższych, sztywniejszych traw. Przy koniu tyjącym lepsze będzie siano mniej „miękkie” i „sałatkowe”.
Typowe porównanie: dwa konie stoją obok siebie, obydwa jedzą „do woli”, ale kuc dostaje siano moczone i bardziej łodygowe, a duży koń sportowy – suchą, energetyczniejszą partię. Formalnie „wszyscy mają siano cały czas”, ale jakość jest celowo różnicowana.
Bezpieczeństwo przechowywania siana zimą
Zimą siano zużywa się wolniej niż w szczycie pastwiskowym. Baloty i kostki leżą dłużej, a to zwiększa ryzyko problemów z pleśnią, zwłaszcza gdy:
- bale stoją bezpośrednio na ziemi,
- przykrycie folią jest nieszczelne i przepuszcza wodę,
- stóg jest zbyt ciasno upakowany w wilgotnej stodole.
Przy porównaniu dwóch stajni widać często prosty kontrast: w jednej baloty stoją na paletach, pod dachem, luźno ułożone – siano w marcu nadal pachnie przyzwoicie. W drugiej – część bel w błocie, folia podarta, dolne warstwy przegniłe i wyrzucane. Koń, który zjada codziennie lekko „zadymione” siano, może latami zbierać problemy oddechowe, mimo że jednorazowo kaszle niewiele.
Warunki przechowywania są więc równie ważne jak termin koszenia. Siano dobre jakościowo przy zbiorze można zniszczyć przez kilka miesięcy złego magazynowania, zwłaszcza gdy dochodzi kondensacja pary w zamkniętym, nieprzewiewnym pomieszczeniu.
Kontrola partii siana w czasie zimy
Partia siana rzadko jest jednorodna „od pierwszej do ostatniej kostki”. Zdarza się, że:
- początkowe kostki są bardziej zielone, końcowe – bardziej zdrewniałe,
- środek dużego balota jest delikatnie „zaparzony”, choć z wierzchu wygląda dobrze,
- koń gorzej reaguje akurat na jeden z pokosów, choć inne z tego samego gospodarstwa toleruje bez zarzutu.
Zamiast zakładać, że „ta bela jest taka sama jak poprzednia”, opłaca się raz na jakiś czas rozebrać ją bardziej krytycznym okiem i nosem. Jeśli w środku pojawia się zawilgocenie, zatęchły zapach lub wyraźny pył, lepiej przeznaczyć ją dla zwierząt mniej wrażliwych (np. bydła) lub całkowicie odrzucić, niż konsekwentnie karmić nią konia z astmą, bo „szkoda wyrzucić”.
Ile paszy treściwej zimą – kiedy jest naprawdę potrzebna
Siano jako baza, pasza treściwa jako dodatek
W zimowych dyskusjach często miesza się dwie kwestie: utrzymanie masy ciała i zapotrzebowanie na energię do pracy. Siano odpowiada głównie za podtrzymanie życia i produkcję ciepła z włókna, pasza treściwa – za „paliwo wysokooktanowe” dla mięśni. Przy koniach rekreacyjnych, chodzących kilka lekkich treningów tygodniowo, zwykle:
- zwiększenie ilości i jakości siana załatwia temat utrzymania masy,
- niewielki dodatek treściwej (lub czasem jej brak) jest wystarczający, o ile koń nie pracuje intensywnie.
Wyraźniejsza potrzeba paszy treściwej pojawia się, gdy łączą się trzy elementy: duży koń, chłonny metabolizm (trudno przybierający) i regularny trening o średniej lub dużej intensywności przy niskich temperaturach. Wtedy samo siano, nawet dobre, przestaje „ciągnąć” i koniecznie trzeba dołożyć energii z innych źródeł.
Trzy główne podejścia do paszy treściwej zimą
W praktyce można rozróżnić trzy style karmienia treściwą przy zimowej porze:
- model „siano + owies” – klasyka: podstawą jest siano, dawka owsa rośnie lub maleje w zależności od pracy i kondycji; prosty, ale łatwo przeszarżować z energią szybko uwalnianą u koni temperamentnych,
- model „siano + mieszanka gotowa o obniżonej skrobi” – wybierany przy koniach wrażliwych metabolicznie, z tendencją do ochwatu lub pobudliwości; energia pochodzi bardziej z tłuszczu i włókna niż ze skrobi,
- model „siano + dodatki włókniste” – wysłodki buraczane, sieczki z traw lub lucerny, ewentualnie rice bran; dobre rozwiązanie dla koni „chudych”, ale z problemami po klasycznym owsie.
Przykładowo dwa konie o podobnej masie, chodzące w tym samym klubie, mogą dostawać z pozoru „tyle samo treściwej”, a tak naprawdę jeden ma dwie miarki owsa, a drugi dwie miarki mieszanki wysokowłóknistej z olejem. Efekt energetyczny i wpływ na zachowanie będą zupełnie inne.
Kiedy zwiększać treściwą, a kiedy zostawić dawkę bez zmian
Typowy odruch przy pierwszych mrozach to „dosypać owsa”. Tymczasem bardziej logiczna kolejność zmian wygląda tak:
- sprawdzenie ilości i dostępności siana (czy koń faktycznie ma co żuć przez większość doby),
- ocena jakości siana (czy nie jest zbyt ubogie lub zbyt energetyczne względem potrzeb danego konia),
- dopiero potem korekta paszy treściwej.
Zwiększenie treściwej ma sens głównie wtedy, gdy koń:
- utrzymuje prawidłową masę ciała na sianie, ale przy większym obciążeniu treningowym zaczyna brakować mu energii „w pracy”,
- jest bardzo „chudy metabolicznie” i mimo naprawdę obfitego siana wciąż trudno mu zbudować mięśnie lub utrzymać stan.
Jeżeli koń chudnie zimą głównie w dni mroźne, a po ociepleniu „wraca do normy”, częściej jest to niedobór energii z włókna (za mało siana, za długie przerwy, zbyt „chude” partie) niż brak owsa w żłobie.
Różne typy koni a dawkowanie paszy treściwej
Przy porównaniu kilku typowych profili koni łatwo zauważyć, że rola treściwej zimą nie jest jednakowa:
- kuc łatwo tyjący – często nie potrzebuje treściwej wcale lub jedynie symbolicznej dawki niskoskrobiowej mieszanki jako „nośnika” witamin i minerałów; dodatkowa energia zbożowa przy mniejszym ruchu to szybka droga do ochwatu,
- koń rekreacyjny „średniak” – zwykle korzysta z małej do umiarkowanej dawki owsa lub paszy gotowej; ilość bywa stała cały rok, a zimą rośnie raczej siano niż zboże,
- koń sportowy w pracy – bywa, że zimą potrzebuje zarówno więcej siana, jak i więcej treściwej, ale w proporcjach dopasowanych do intensywności treningu i reakcji na skrobię; tu często korzystniej sprawdzają się mieszanki z wyższą zawartością tłuszczu i włókna.
Dlatego porównywanie dawek między stajniami („u nas koń 600 kg dostaje tyle a tyle owsa”) ma ograniczony sens, jeśli nie uwzględnia się poziomu pracy, typu konia i jakości siana. Dwie podobne dawki owsa przy różnym treningu i innym sianie mogą dawać zupełnie inny skutek w masie ciała i zachowaniu.
Pasza treściwa zimą a zachowanie i „gorąca głowa”
U części koni pierwsze ochłodzenie, zwiększenie owsa i mniej regularny ruch składają się w niekorzystny zestaw: więcej energii w żłobie, mniej realnego jej zużycia. W efekcie koń „wybucha” na hali, a właściciel zastanawia się, czy ma do czynienia z problemem wychowawczym, czy żywieniowym.
Jeżeli koń staje się wyraźnie nadpobudliwy po zmianie dawki treściwej, warto:
- porównać dzień po dniu: kiedy dosypano zboża, kiedy spadła temperatura, jak wyglądał plan treningowy,
- zastanowić się, czy część energii z owsa nie da się zastąpić paszą wyżej włóknistą i/lub dodatkiem oleju,
- upewnić się, że dawka nie przerasta faktycznego zapotrzebowania – błędem jest utrzymywanie „letniej, sportowej” dawki przy zimowo‑weekendowym ruchu.
Proste porównanie: ten sam koń, ta sama dawka owsa, ale raz chodzi codziennie, raz 2–3 razy w tygodniu. Zimą, przy śliskich drogach czy nieodśnieżonym placu, realny ruch często spada, a dawka zostaje „z przyzwyczajenia”. To nie temperatura jest wtedy głównym problemem, tylko nadwyżka szybko dostępnej energii.
Mikroskładniki zimą – witaminy i minerały a większa ilość siana
Dlaczego witaminy nie „rosną” proporcjonalnie do dawki siana
Zimą, przy wyższych dawkach siana, pojawia się pokusa rezygnacji z suplementów mineralno‑witaminowych. Teoretycznie koń je przecież sporo trawy w formie suszonej, w praktyce jednak:
- podczas długiego przechowywania część witamin (szczególnie A i E) ulega rozkładowi,
- skład mineralny zależy przede wszystkim od gleby, a nie od samej ilości siana,
- większa ilość „pustego” siana o niskiej zawartości mikroelementów nie rozwiąże deficytów.
Dwa konie jedzące po 2% masy ciała w sianie z różnych gospodarstw mogą otrzymywać zupełnie inną ilość selenu, miedzi czy cynku. Sama korekta kilogramów nie zrównuje poziomu mikroelementów, dlatego w wielu przypadkach osobny dodatek mineralny pozostaje potrzebny niezależnie od pory roku.
Pasza treściwa jako źródło minerałów – plusy i minusy
Część właścicieli rezygnuje z osobnych suplementów, licząc na to, że „pasza gotowa ma wszystko”. Rozwiązanie bywa wygodne, ale warto porównać dwa scenariusze:
- koń na pełnej dawce paszy pełnoporcjowej – faktycznie może otrzymywać znaczną część zalecanych dziennych dawek minerałów i witamin, jeśli je tyle, ile producent przewidział na opakowaniu,
- koń jedzący „symboliczną miarkę” paszy – zjada zbyt mało, aby pokryć zapotrzebowanie, nawet jeśli na etykiecie widać bogaty skład; wtedy pasza służy raczej jako dodatek energetyczny, a nie kompleks mineralny.
U koni, które zimą jadą głównie na sianie, a treściwej dostają mało, często rozsądniej jest podać osobny, skoncentrowany preparat mineralno‑witaminowy niż próbować „dobić dawkę” przez dokładanie kolejnych miarek kalorycznej mieszanki.
Różnice między końmi pastwiskowymi i stajennymi
Koń spędzający lato na bogatym pastwisku, a zimę w boksie z ograniczonym dostępem do słońca, ma inną sytuację wyjściową niż koń, który cały rok widzi głównie padok piaskowy. Różnice widać m.in. w:
- statusie witaminy D (mniej słońca, więcej czasu pod dachem),
- naturalnym poborze mikroelementów z gleby i roślin zielonych,
- poziomie beta-karotenu, z którego organizm wytwarza witaminę A.
Koń „łąkowy” może wchodzić w zimę z lepiej wypełnionymi „magazynami” części witamin, ale już po kilku miesiącach intensywnego użytkowania bez pastwiska różnice wyrównują się. Dlatego opieranie decyzji o suplementacji wyłącznie na tym, że „latem jest dużo trawy”, bywa mylące, zwłaszcza u koni w pracy sportowej.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Ile siana powinien jeść koń zimą na dobę?
U przeciętnego, zdrowego konia przyjmuje się minimum 1,5–2% masy ciała w suchej masie siana na dobę (czyli ok. 7,5–10 kg dla konia 500 kg). Zimą, zwłaszcza przy mrozach i utrzymaniu na zewnątrz, praktyczniejszy jest zakres 2–2,5% masy ciała, a u koni chudych czy bardzo „kudłatych” nawet więcej, jeśli tylko jelita dobrze pracują.
Koń cały dzień na dworze bez derki zwykle potrzebuje wyższej dawki siana niż koń ogolony, stojący głównie w ciepłej stajni. Różnica polega na tym, że pierwszy „grzeje się” z włókna, a drugi bardziej z paszy treściwej i systemu derek.
Czy zimą zawsze trzeba zwiększać ilość paszy treściwej?
Nie zawsze. U wielu koni rekreacyjnych i lekkopracujących wystarczy podnieść ilość dobrego siana i ewentualnie dodać sieczki lub wysłodki, bez mocnego zwiększania owsa czy mieszanek energetycznych. Siano to wolne ciepło, stabilna energia i lepsza praca jelit.
Paszę treściwą częściej podnosi się u koni:
- sportowych, intensywnie pracujących,
- starszych, które gorzej wykorzystują włókno,
- trudno przybierających na wadze.
Wtedy porównuje się dwie ścieżki: najpierw maksimum rozsądnej ilości włókna i dopiero potem dokładanie kalorii z paszy treściwej.
Koń w derce vs bez derki – kto potrzebuje więcej jedzenia zimą?
Koń w derce, ogolony, stojący sporo w stajni, zużywa mniej energii na ogrzewanie, ale więcej na pracę sportową. Częściej potrzebuje dobrze zbilansowanej paszy treściwej pod wysiłek, a nie aż tak dużego „dokładania” siana ponad normę.
Koń bez derki, z gęstą sierścią, na wolnowybiegu, głównie „pali” włókno, żeby utrzymać ciepło. U niego zwykle najpierw zwiększa się ilość siana, a dopiero przy spadku kondycji dorzuca paszę treściwą. W praktyce: ten sam koń może jeść wyraźnie więcej siana, gdy chodzi 24/7 po wietrznym padoku, niż wtedy, gdy stoi w osłoniętej stajni.
Jak rozpoznać, że koń dostaje za mało siana zimą?
Typowe sygnały to:
- chudnięcie – najpierw „znikają” żebra i szyja, później mięśnie grzbietu,
- ciągłe szukanie czegoś do jedzenia, rozrywanie słomy w boksie, gryzienie desek,
- jedzenie siana „na raz”, szybkie puste siatki i długie przerwy bez paszy,
- częstsze kolki, wzdęcia, suchy kał.
Jeśli w czasie pierwszych tygodni mrozów obwód klatki i grzbiet „topnieje”, to zwykle sygnał, że dawka objętościowa jest zbyt skromna.
Czy koń zimą może stać tylko na słomie, bez siana?
Słoma nie zastąpi siana. Jest uboższa energetycznie, gorzej się trawi i w dużej ilości sprzyja zatkaniom jelit. Może stanowić dodatek do diety (i zajęcie dla pyska), ale nie podstawę dawki.
Przy niedoborze siana koń zaczyna kompulsywnie jeść słomę, co łączy dwa ryzyka: za mało energii do ogrzania organizmu i większe prawdopodobieństwo kolki. Lepszy układ to: stały dostęp do siana, słoma jako ściółka „na deser”, a nie odwrotnie.
Jak żywić konia zimą w pensjonacie, gdy nie mam wpływu na ilość siana?
W pensjonacie punkt wyjścia to realna ocena: ile siana koń faktycznie dostaje i jak wygląda jego kondycja. Jeśli chudnie lub szybko „czyści” siatkę, można:
- negocjować większą ilość siana lub dodatkową siatkę,
- dołożyć własne sieczki, wysłodki czy mesz, by zwiększyć włókno i wodę w diecie,
- podzielić paszę treściwą na więcej mniejszych porcji, jeśli stajnia na to pozwala.
Przy ograniczonym sianie kluczowe jest też pilnowanie picia (letnia woda, sól) i monitorowanie brzucha oraz kup – zimowe kolki częściej wychodzą właśnie w takich systemach.
Czy zimą trzeba suplementować witaminy, skoro koń je dużo paszy treściwej?
Duża ilość paszy treściwej nie zastępuje brakującej zielonki. Zimą spada naturalna podaż m.in. witaminy E, beta-karotenu (wit. A) oraz części witamin z grupy B. Ma to większe znaczenie u koni pracujących intensywnie, starszych, po chorobach.
Najpierw dba się o jakość siana i odpowiednią ilość włókna, a dopiero potem porównuje dwa rozwiązania: osobne suplementy witaminowo-mineralne lub pasze treściwe „z kompletem” w składzie. Przy koniu lekko pracującym zwykle wystarczy prosta mieszanka mineralna, przy sporcie częściej wybiera się bardziej rozbudowane wsparcie (np. wyższa dawka wit. E).






